RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2014

spotkanie

31 gru

lk

Jestem świeżo po lekturze wydanego ostatnio eseju Kołakowskiego. Jak zwykle niezwykle świeżo, przyjemnie i radośnie jest spotkać się z dobrą myślą. Dla mnie osobiście najtrafniejszą uwagą, umacniającą mnie w dotychczasowym sposobie pojmowania wiary, jest konieczność lub też inaczej, wielka wartość spotkania ludzkiej wolności i łaski wiary. Tylko w wolności znajduje ona ( wiara ) najkorzystniejszą przestrzeń wzrostu i dojrzałości. Tylko w wolności, która poprzez doświadczenie miłości potrafi uczynić z siebie niewolnicę wobec Boga – Najwyższego Dobra.

„…tego, co pochodzi z miłości, nie da się ustanowić przymusem, bo wówczas obróci się w swoje przeciwieństwo.”. L. Kołakowski

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niebo będzie na wsi

30 gru

wieś

 

Norwid „Wspomnienie wioski”

 

Nie lubię miasta, nie lubię wrzasków,

I hucznych zabaw, i świetnych blasków,

Bo ja chłop jestem – bo moje oczy

Wielmożna świetność kole i mroczy.

Miasto – złocony kraniec przepaści!

Stań na nim, spojrzyj, a dreszcz lodowaty

Zatrzęsie ciałem i członki namaści.

Miasto – to przedsień piekielnej zatraty;

Patrz – tam zjawiska gmatwają się tłumne,

Tam cudów siła – tam głupstwa rozumne,

Obok wieśniaczej prostoty stawione,

W nieobeznanym a gwałtownym człeku

Wzbudzić potrafią gniew niechrześcijański.

Wzbudzić potrafią nudności szalone,

I na myśl rzucić pleśń późnego wieku;

O! one mogą na twarz wywlec śmiech szatański,

Z jakim się czasem zjawia pośród zabaw głośnych

Dziwaczny pielgrzym, i patrzy na gości,

I śpiewów słucha donośnych…

Ale ten pielgrzym w chaosie radości

Patrzy na ludzi jak ów wąż rzeźbiony,

Kształtnie nad czarą wina pochylony,

Martwo, lecz chytrze patrzący na muchy,

Co się spętały w pijaństwa łańcuchy.

 

 

Miasto!…to ciemny, nieczysty przedsionek,

Którego niebo, dymem okopcone,

Nie zna jutrzenki, nie zna wschodu słońca,

Ani rozumie, co śpiewa skowronek.

 

 

Tam – w mieście – wszystko cyrklem wymierzone,

A od początku życia aż do końca

Człek, patrząc w zegar, na jego tablicy

Widzi wschód – zachód – i noc safirową,

Tylko po tańcach znajomą stolicy:

Tam – w mieście – ujrzysz ziemię inną, nową,

I ludzi innych – tam piewca, gdy śpiewa,

To się oklasków, wawrzynów spodziewa.

 

 

Oklask? – to echo, a wawrzyn? – to ziele,

Na naszych łąkach piękniejszych jest wiele!

Wieś!… to me życie, to podarek Boży!

To kwiat, co spada z anielskiego czoła,

Gdy go dłoń lekka lekko w sploty włoży.

O, wieś, z początku cicha i smętnie wesoła,

Leży jak flet, co w sobie liczne pieśni tłumi,

Lecz weź no ten flet do ust, pocałuj go szczerze,

A dopiero usłyszysz, co on śpiewać umié,

A dopiero on pieśni dla ciebie wybierze;

I będzie ciebie błagał – będzie ciebie prosił -

Ażebyś go przy ustach pałających nosił.

 

 

Na wsi – słowik jest piewcą; on tam nie dba wcale,

Czy go pośród oklasków przyjmą okazale,

On, w nocy pod okienkiem siadłszy na kalinie,

Nawet o tym i nie wie, że śpiewa dziewczynie;

On wesół skubie listki wonnego jaśminu,

Bawi się nimi, gęślarz, swobodny – szczęśliwy,

Bo dla niego liść każdy jest liściem wawrzynu.

 

 

Na wsi burza przeraża! piorun jest straszliwy,

Gdy wije się po niebie i przegryza chmury:

Lecz w mieście nie dosłyszą słów Matki Natury,

Którą pokaleczywszy, i złożywszy w grobie,

Bawią się – tańczą sobie…

 

 

Nie lubię miasta! nie lubię wrzasków,

I hucznych zabaw – i świetnych blasków,

Bo ja chłop jestem – bo moje oczy

Wielmożna świetność kole i mroczy.

 

 

Więc na wieś wrócę – o wsi wesoła!

Ty mię powitasz, kwiatku anioła.

 

 

Tak – na wieś wrócę, do swoich wrócę,

Sterczące kości napotkam w roli,

I dla tych kości piosnkę zanucę.

Już wracam myślą – wzrok jej sokoli

Naprzód zobaczył lipy cieniste,

Zielone smugi i wody czyste.

Serce, ty czujesz strony rodzinne,

Bo tam dla ciebie było wesele,

I szczere modły w wiejskim kościele,

I czucia szczere – niewinne…

 

 

Noc – rosa pada, myśl ma chwilkę leci,

Między lipowe, topolowe drzewa,

Tam, kędy w oknie blady płomyk świeci:

I przyleciała – pod płotem stanęła,

Jak żebrak, co się jałmużny spodziewa -

Łagodnym wzrokiem w oknie utonęła,

Lecz nikt nie widział, że ona tam stoi,

Nikt jej tam wcale nie czekał,

Tylko pies wierny zerwał się – zaszczekał.

,,Czy poczuł wilka? czy się czego boi?

Że tak ujada bez końca”.

O nie, nie poczuł ni wilka, ni strachu,

Tylko myśl moją – mej pamięci gońca -

Moje wspomnienie poczuł i przywitał;

Bo on tam o nie nieraz, wyjąc, pytał,

On jeden uczył, gdy stało za płotem,

I kiedy bliżej przyleciało potem,

By na rodzinnym siąść dachu.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Matka

07 gru

MB

Maryjo, Matko wszelkiego dobrego czasu,

pozwól trwać w Twoim świetle.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

***

07 gru

Najważniejsza jest podróż,

blado świeże świty,

które można nakarmić.

Pokarmem jest to, co mówi,

to, co słucha i milczy.

Najważniejsza jest podróż,

blado świeży pomrok,

który można nakarmić.

Pokarmem jest to, co mówi,

to, co słucha i milczy.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

termometr wrażeń „Koń turyński”

07 gru

Genialny film. Zainteresowanym życzę cierpliwości w zmaganiach z obrazem „metafizycznej prozy.”

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o wrażeniach innych

07 gru

Wrażenia zdają się być pewną namiastką religii. Ogólnie ujmując „świat” bombarduje człowieka wrażeniami. Nieustannie podkręca gałkę ostrości i intensywności. Wrażenia potrafią człowieka wprowadzić w świat iluzji, świat nieprawdziwy. Potrafią również ogromnie i potwornie schwytać niespokojne serce człowieka spragnionego czegokolwiek, co ma namiastkę zrozumienia i ciepła graniczącego z transcendencją. Wrażenia po cichu wmawiają nam, że prawdziwe życie jest gdzie indziej. Stajemy się uzależnieni od świata wrażeń i pogardliwie niedoceniający światła codziennego funkcjonowania. Dopóki nie odkryjemy wartości codzienności, to będziemy uciekać. Chyba muszę, albo powinienem powiedzieć o tym homilię.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Adwentowe wrażenia

07 gru

Kolejny adwent w moim małym życiu. Bardzo lubię, kocham ten wyjątkowy czas roku liturgicznego. Wielokrotnie zastanawiałem się nad genezą owej „sympatii”. Myślę, że oscyluje ona przede wszystkim wokół liturgicznych wymiarów i tradycji. Mam takie wrażenie, że Kościół w tym czasie mocno młodnieje, przypominając wiernym o wołaniu tęsknoty Marana Tha, która wypiera nieco skostniałe i nadmiernie bojaźliwe Dies irae. Jeżeli adwent budzi tęsknotę za zjednoczeniem z Najwyższym, to jesteśmy w połowie drogi.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS